Mam półroczne dziecko [ODCZUCIA OJCA, jak to jest]

Mam półroczne dziecko [ODCZUCIA OJCA, jak to jest]

Pół roku razem!

Dziś Zuza kończy pół roku. Jak to jest mieć półroczne dziecko? Zadajecie sobie czasem takie pytanie? Kiedyś byłem tego bardzo ciekawy. Czy będę mógł robić to, co będę chciał w danej chwili? Czy będę się wysypiać? Czy wszystko, dosłownie wszystko, będzie się kręcić wokół bobasa? Czy będziemy dogadywać się z Żoną? Wiele takich pytań można sobie stawiać. Pewnie część z Was już wie, jak to jest. Pozostałym, żyjącym w nieświadomości, dedykuję ten wpis 🙂


Jak to jest mieć półroczne dziecko? Bardzo fajnie. Od razu ucinam wszelkie hasła w stylu – pracujesz, nie siedzisz z dzieckiem w domu cały dzień, więc niewiele wiesz. To temat – jeśli w ogóle do dywagacji – na inny post. O ile mi wiadomo, moja Żona nie jest feministką i nigdy nie usłyszałem takiego tekstu z jej ust. Zatem skupmy się na tym, co ja czuję, jako ojciec półrocznej kobity  😉 I jak wygląda mój/nasz dzień.

Spanie zgodnie z fazami snu 
Zuza zwykle budzi się między 7:00 a 7:30. Ja już wtedy jestem mocno na nogach. Staram się wstawać między 6:30 a 7:00. Chyba, że z wyliczeń faz snu wychodzi inaczej. Dla osób po raz pierwszy czytających o fazach snu należy się krótkie wyjaśnienie. Faza snu dorosłego człowieka zajmuje półtora godziny. To czas, w którym przechodzisz od fazy drzemki, przez fazę snu głębokiego, po kolejną fazę drzemki. Jeśli obudzicie się w momencie drzemki – zwykle czujecie się wypoczęci. Ale pamiętacie zapewne momenty, kiedy wstaliście kompletnie nie do życia, jak pijani. Prawdopodobnie ktoś obudził Was między fazami snu, np. w momencie snu głębokiego. Taka pobudka powoduje senność, rozdrażnienie, brak koncentracji. Dlatego tak ważne jest, by wstawać między fazami. Jak to zrobić? Jeśli kładziecie się spać przykładowo o 22:40, to najpierw doliczacie 15 minut na zaśnięcie (tyle zwykle ten proces trwa), a następnie odliczacie półtoragodzinne cykle i zgodnie z tym nastawiacie budzik. Powinniście zatem rano wstawać o 4:55, 6:25 lub 7:55. Spróbujcie 😉 Ja stosuję tę metodę od jakiegoś czasu i jestem bardzo zadowolony. Z doświadczenia mogę napisać, że nie zawsze liczę 15 minut na zaśnięcie. Czasem przy ustawianiu budzika czuję, że zasnę w 3 minuty, więc tylko tyle doliczam, a później już wielokrotności półtora godziny. I jeszcze jedno – jak cztery dni z rzędu śpię tylko po 6 godzin, to piątego dnia czuję mocniej zmęczenie w ciągu dnia.

Rano
Wracając do głównego tematu, przypomnę, że Zuza wstaje, jak już jestem „na chodzie” (zwykle po moim śniadaniu, gdzieś na pół godziny przed wyjściem z pracy). Staram się codziennie przed wyjściem pożegnać z moimi dziewczynami. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy mała je. Wtedy nie przeszkadzam. Wychodzę do pracy, a w tym czasie Zuza zjada koło jedenastej, później w okolicach piętnastej i osiemnastej, kiedy jestem już w domu. Między posiłkami bawi się na macie edukacyjnej, ucina sobie krótkie lub dłuższe drzemki, czasem mocno marudzi przed spaniem.

Po południu / wieczorem
Kiedy wracam do domu ok. 17:15 zdarza się, że Zuza na początku mnie nie poznaje 🙂 Szczególnie, gdy mam na głowie kask rowerowy, na jej twarzy maluje się niezłe zdziwienie 🙂 Nie uśmiecha się, tylko ostrożnie bada. Potrzebuje paru chwil, by połapać się, kto przyszedł i ją zagaduje. Jak już się rozbiorę i umyję ręcę – ruszamy do wspólnych harców. Staram się zabawiać ją tym, co dostępne: kolorową piłką z dzwoneczkiem, gryzakiem, grzechotką. Czasami kładę się i czytamy gumową książkę, a w zasadzie to ja opowiadam, a Zuza gryzie ją ze wszystkich stron 🙂 Niechętnie, ale zdarza mi się przewrócić ją na brzuszek lub poćwiczyć trochę przekręcanie się z lewej strony na prawą. Lubię natomiast robić jej samolot i delikatnie trącać nosem okolice jej żeberek. Raz z jednej strony, raz z drugiej. Wtedy Zuza śmieje się i próbuje się bronić. Takie to nasze „głupoty z tatką”. Jak córka nie ma ochoty na zabawę, bo i tak się zdarza, to noszę ją po domu, pokazuję i opowiadam. I tak zwykle do 19:00 – 19:30, do czasu kąpieli.

Czy ja się w ogóle wysypiam?
Kąpię oczywiście ja, o czym pisałem tutaj. Po kąpieli wspólne karmienie kaszką i Zuzę przejmuje Żona. Jeszcze co najmniej kilkanaście minut dokarmiania piersią, a później sen. Od jakiegoś czasu nie wstaję w nocy do córki. Nie zdarzyło nam się, by komunikowała coś innego, jak potrzebę jedzenia, więc ja i tak nie pomogę 😉 Nie chodzę zatem niewyspany, jak wielu mogłoby przypuszczać.

Reasumując: mój czas z córką w tygodniu to kilkanaście minut rano, a później ok. 2,5 godziny po południu i wieczorem. Wtedy staram się odciążyć Żonę, zmęczoną całodzienną opieką nad bobasem. Przyznaję, że to mało czasu, dlatego trzeba go wykorzystywać maksymalnie, żeby dziecko wiedziało, że ma ojca i żeby żona wiedziała, że ma męża 😉 Inaczej można by chyba zwariować. Myślę tu głównie o kobietach, które – co by nie mówić – mają więcej na głowie, niż faceci…

Jedno jest pewne: nie wyobrażam sobie już życia bez Zuzy i nie zamieniłbym tatusiowania na nic innego. Bo tak jest mi dobrze. 


Ojcostwo, blog.
– Pół roku razem. Tatusiowanie jest fajne!