Konto dla dziecka [JAK OSZCZĘDZAĆ PIENIĄDZE]

Jak i gdzie lokować oszczędności dla dziecka

Kochani, dzisiaj podejmuję temat oszczędzania. Myślę, że to temat bardzo ważny. Zarówno dla mnie, dla Was jak i dla naszych pociech. Dlaczego? Według danych znalezionych w internecie ponad połowa Polaków nie oszczędza. I to podobno nie dlatego, że ich nie stać, ale po prostu brak im chęci, wiedzy i konsekwencji. Nie wspominając o zwykłym lenistwie i braku myślenia strategicznego. Statystycznie według powyższych danych taką osobą bez oszczędności jesteś Ty, bo ja regularnie oszczędzam 🙂 Dlatego postanowiłem, że podzielę się z Wami moimi sposobami na oszczędzanie dla nas, ale przede wszystkim dla córki. Bo dziś niewiele potrzeba, by zacząć budować dla dzieci kapitał na przyszłość. Jeśli jeszcze o tym nie myśleliście, czas najwyższy zacząć działać. 


Jak zacząłem oszczędzać
Oszczędzanie to słowo, które w Polsce kojarzy się źle (głównie dla młodych ludzi) albo wcale się
nie kojarzy. Niestety. Nie uczono nas tego w szkołach, nie uczono w
domu. Bo i jak racjonalnie uczyć, skoro z trudem starczało pieniędzy do
kolejnej wypłaty? Pamiętam z dzieciństwa takie rodziny.
U nas zresztą też nie było kolorowo. Jak już człowiek dostał lub przyoszczędził trochę grosza (np. ze sprzedaży zebranych w parku butelek po piwie – kiedyś sklep przyjmował je bez paragonu), to zawsze był dylemat: kupić czy odłożyć na później? A jeśli teraz coś kupię, to z czego kupię coś za tydzień, miesiąc, rok?
Szybko nauczyłem się oszczędzać i myśleć perspektywicznie. Często ze sporym wyprzedzeniem, jak szachista. Uważam, że gospodarstwa domowe wychowane w biedniejszych warunkach lepiej radzą sobie z oszczędzaniem, niż pozostała część społeczeństwa.
Przykład? Kiedyś przeczytałem na jakimś portalu, że rodziny ze wschodu Polski, a więc pozornie biedniejszej części naszego kraju, mają więcej nagromadzonych oszczędności, niż bogatsze rodziny z zachodu. Można? Można, bo do tego niewiele potrzeba. 

Oszczędzanie na cel
Od czego zacząć? Od decyzji, że świadomie chcę oszczędzać na konkretny cel. Oszczędzanie bez celu może niektórych demotywować. Dopiero jasno określony, mierzalny, ustawiony w czasie i zwizualizowany cel jest kluczem do sukcesu. Dajmy na to, zakładasz, że w ciągu roku odkładasz po 200zł miesięcznie na nowy komputer. Pomyśl, jak będziesz czuć się po zrealizowaniu zadania. Jak przyjemnie będzie w momencie uzbierania założonej kwoty. Pójdziesz i kupisz sprzęt, a – co najważniejsze – zakup nie obciąży Twojego domowego budżetu. W końcu zakup finansowany jest z oszczędności. Nie dołożysz też do interesu ani złotówki – masz oszczędności, więc nie potrzebujesz kredytu. Rok to długo? Zacznij od mniejszych kwot i krótszych okresów oszczędzania.
A jak już jesteśmy przy kredytach pozwolę sobie na małą dygresję. Nie wierzcie w kredyt 0%. Coś takiego nie istnieje, to chwyt marketingowy. Cena towaru jest tak skalkulowana, by odsetki znalazły się w racie kredytu. Koniec kropka.

Oszczędzanie dla kogoś
Inną drogą jest oszczędzanie dla konkretnej osoby, np. dla naszego dziecka. Sztuka nieco trudniejsza, jeśli nigdy nie oszczędzałeś. Można to nazwać gromadzeniem pieniędzy dla samych pieniędzy. Cele są nieco inne, i czasem mogą być trudniej sformułowane, np.: w ciągu najbliższego roku odłożę 5.000 zł. Przy takim celu nie narzucasz sobie, po ile miesięcznie odłożysz. Liczy się efekt końcowy. Po roku – jeśli sytuacja tego nie wymaga – pieniędzy najczęściej nie wydajsz. Będą pracować dla Ciebie przy realizacji kolejnego celu. Masz satysfakcję, że się udało i że zaczynasz następne oszczędzanie od wyższej sumy. To też potrafi dać niezłego kopa motywacyjnego i nie widzę nic złego w oszczędzaniu dla samego oszczędzania. Jeśli tylko wiesz, po co to robisz i co chcesz tym osiągnąć.  

Kilka prostych kroków
Do oszczędzania dzisiaj nie trzeba dużych nakładów sił i pracy. Kiedy już podejmiesz decyzję o oszczędzaniu, pamiętaj o kilku krokach: 

1. Określ cel – ma być S.M.A.R.T. Nawet comiesięczne oszczędzanie dla dzieciątka powinno zawierać conajmniej wybrane elementy (regularność, kwota, długość oszczędzania).

2. Ustal kwotę, którą chcesz odkładać – konkretnie 50zł, 100zł, 500zł. Pojęcie „jak najwięcej” wykreśl z myśli – nie jest jednoznaczne i otwiera furtkę do kombinowania: „W tym miesiącu odłożyłem tylko 7,50zł. Tyle mi zostało i to najwięcej, ile mogłem odłożyć”. Widzisz, jaka wspaniała wymówka? Dobrze, gdy zdeklarujesz kwotę, która nie obciąży zbytnio Twojego budżetu. Nie chodzi o to, by się zarzynać, demotywować lub, co gorsza, pożyczać na chleb. Oszczędzanie ma być przyjemne.

3. Ustal odstęp, w jakim zamierzasz odkładać deklarowaną kwotę – chyba najlepiej sprawdzają się odstępy miesięczne. Wprowadzają regularność i dają większą kontrolę nad procesem oszczędzania. Zauważcie, że wynagrodzenia z etatów również trafiają co miesiąc na konta. Jak łatwo powiązać te dwa zdarzenia do osiągnięcia naszego celu 🙂

4. Załóż dodatkowe konto – na rynku dostępnych jest kilka kont zupełnie za darmo. To doskonały sposób, by zacząć gromadzić fundusze dla dziecka. Po co to robić? Załóżmy, że odkładasz co miesiąc „stówkę”. Jeśli zostawisz ją z pozostałymi pieniędzmi – łatwo się zagubi 🙂 Trudniej jest ruszyć tę stówkę z drugiego konta. Warto zastanowić się nad darmowym kontem oszczędnościowym, by pieniądze pracowały, choćby w minimalny sposób. Po pierwsze inflacja nie śpi, a po drugie łatwo nauczysz się, co to procent składany.

5. Zdefiniuj stały przelew – zrobisz to raz i nie musisz nawet pamiętać o regularnych wpłatach. Nie wykręcisz się też, że zapomniałeś odłożyć. Samo się zrobi danego ustalonego dnia, najlepiej takiego zaraz po wpływie wynagrodzenia za pracę. Przeczytałem kiedyś, że dobrą strategią jest najpierw odłożenie zadeklarowanej kwoty, a dopiero po tym opłacanie kolejnych rachunków. Ma to wyrabić w nas odruch natychmiastowego oszczędzania, nie rozpieprzania pieniędzy na rzeczy nagle niezwykle ważne. Zawsze się jakieś znajdą. Może i dobra strategia pod warunkiem, że zawsze po odłożeniu i opłaceniu podstawowych rachunków zostaje cokolwiek na życie 😉          

6. Większe sumy lokuj na lokatach – jeśli masz większą kwotę wolnych środków finansowych, nie ograniczaj się tylko do konta. Mówi się: dywersyfikuj portfel. Korzystaj z bezpiecznych lokat. Najczęstsze minimum przy lokatach to 500zł lub 1000zł. Polecam lokaty krótkoterminowe: jednodniowe, miesięczne, trzymiesięczne. Pół roku to najdłuższy okres, na jaki założyłem lokatę. Po pierwsze w przypadku nagłego zdarzenia losowego masz szybszy dostęp do gotówki. Po drugie oprocentowanie może kilkukrotnie zmieniać się w skali roku. Nie zawsze na niższe. Przykład z życia: jeśli założyłbym kilka dni temu lokatę na 3,6% na 12 miesięcy, przeszła by mi koło nosa ciekawa promocja miesięcznej lokaty na 5,7%. Za miesiąc znowu zdecyduję, gdzie ulokuję pieniądze. 

7. Korzystaj z bezpiecznych instrumentów finansowych – takimi instrumentami są konta oszczędnościowe, lokaty i obligacje. Zastanów się porządnie, nim przeznaczysz pieniądze na fundusze inwestycyjne. Nikt nie zagwarantuje Ci, że fundusz przyniesie zysk. Tak samo jak polisolokaty i programy regularnego oszczędzania. W większej mierze opierają się również o fundusze. Wpłacasz regularnie pięć lat zadeklarowaną kwotę, a później okazuje się, że zarobiłeś w tym czasie 50zł. Dobrze, jeśli zarobiłeś. Z ostatniej rozmowy ze znajomym wynika, że na polisolokacie stracił jakieś 2000zł.

8. Sprawdzaj, czy instytucje, w których lokujesz pieniądze, są objęte BFG – pamiętasz aferę z Amber Gold? Ten parabank nie był objęty BFG (Bankowym Funduszem Gwarancyjnym), który zapewnia wypłacalność pieniędzy w razie upadku instytucji. W momencie pisania tego artykułu również SKOK-i nie są objęte BFG.

9. Czytaj o oszczędzaniu – wiedzy nigdy za wiele. Bardzo dobrym miejscem jest Portal Wiedzy Ekonomicznej pod skrzydłami NBP. Ja najczęściej zaglądam też na tego i tego bloga. Na tym pierwszym blogu na początku każdego miesiąca autor publikuje przegląd najciekawszych lokat i kont bankowych. Pomocne 🙂

Jak oszczędzam? 
Naprodukowałem się (kolega z pracy pewnie mi powie, że wypuściłem kolejny elaborat 🙂 ), a nie podałem, jak konkretnie oszczędzamy. Przede wszystkim mniej wydajemy niż zarabiamy. To podstawa. Mamy z czego odłożyć. Od dłuższego czasu. Dlatego możemy sobie pozwolić na nieco inne formułowanie celów, ale o tym znajdziecie info niżej.
Podczas, gdy moi znajomi spłacali kredyt za zeszłoroczne wakacje, konsolę czy w pocie czoła zbierali na nowy komputer, my kupiliśmy za gotówkę kilka sprzętów domowych oraz samochód, o którym pisałem w poście Samochód dla rodziny z dzieckiem.
Oboje nie palimy papierosów i pijemy okazjonalnie (no, żona w ogóle z uwagi na karmienie piersią). Dlaczego o tym wspominam? Bo co by nie mówić na alkohol i papierosy miesięcznie wydaje się spore sumy. Kilkanaście złotych za paczkę fajek raz na 3 do 5 dni, to w skali miesiąca minimum kilkadziesiąt złotych na osobę. Dorzucamy alko i zwiększamy ilość spalanych fajek, bo „przy alko się chce więcej”. Mój znajomy tylko na jedną imprezę przychodzi z dwoma paczkami fajeczek. Suma summarum wychodzi ładna kwota. Palenie papierosów to dzisiaj chyba jest luksus 🙂
Do pracy staram się zawsze zabrać z domu śniadanie. W ten sposób ograniczam wydatki na tzw. „pierdółki i zapychacze” tylko do momentów, kiedy mam nagłą potrzebę lub nie zabrałem wystarczającej ilości jedzenia.
To wszystko, o czym piszę powyżej wcale nie oznacza, że nigdzie nie wychodzimy, nie jeździmy, nie mamy małych przyjemności, nie kupujemy sobie prezentów. Wręcz przeciwnie – nie czujemy, żeby nam czegoś brakowało. 

Plan oszczędności finansowych
Jeśli chodzi o same kwestie finansowe – przyznaję, że przed urodzeniem Zuzy oszczędzaliśmy więcej. Co miesiąc najpierw odkładaliśmy ustaloną, sporą sumę. Obecnie zmieniliśmy nieco strategię, bo nie wiemy jeszcze do końca, ile funduszy pochłonie nam Zuzka. Tym bardziej, że jest z nami dopiero od trzech miesięcy i ciągle trafia się coś, co trzeba kupic. Podejrzewam, że przy drugim dzieciątku planowanie wydatków będzie łatwiejsze, z uwagi na sporo zakupionych obecnie rzeczy i rozeznanie w ilościach potrzebnych pieluch, kremików, kosmetyków, ubranek itd. Tak więc udaje nam się odkładać co miesiąc całkiem sporą sumę według wcześniej wymyślonego wspólnie planu.

Na dzień dzisiejszy:
a) lokaty: mamy założone cztery lokaty, w tym jedna na pół roku, jedna na trzy miesiące i dwie jednodniowe, codziennie odnawiane. Cel nadrzędny na najbliższe dwa, trzy lata – wkład własny na mieszkanie. Może się okazać, że za trzy lata tak się zmieni nasza sytuacja życiowa, że wcale nie kupimy własnego „M”, a wtedy zastanowimy się, jak dalej zagospodarować te pieniądze. 

b) pierwsze konto oszczędnościowe: przeznaczone dla Zuzanny i uruchomione z chwilą urodzenia. Co miesiąc wpada tam 100zł ze stałego przelewu. Taka kwota nie obciąża nam budżetu. Czasem więcej wydaje się na pierdółki. Na tym koncie lokujemy też wszelkie prezenty finansowe, które Zuza dostała od rodzinki i znajomych. Becikowe oraz premia z tytułu urodzenia dziecka również tam trafią. Oprocentowanie nie jest jakieś kosmiczne (3%), ale zawsze to lepsze niż trzymanie pieniędzy w skarpecie 🙂 

c) drugie konto oszczędnościowe: założone dla nas. Również co miesiąc wpada tam 100 zł ze stałego przelewu. To rodzaj poduszki bezpieczeństwa, gdyby zaskoczyła nas nagła sytuacja życiowa. Jeśli nic nieoczekiwanego się nie wydarzy, to w przyszłym roku za zgromadzone oszczędności kupimy jeden rower lub opłacimy wakacje w górach. Jeśli trafi nam się zastrzyk gotówki – pieniądze zostaną jako kapitał pod przyszłą emeryturkę. Nie oszukujmy się, na ZUS nie można w tym kraju liczyć 🙂 

A teraz trochę całkiem realnego wizjonerstwa…
Weźmy za przykład wspomniane wyżej, odkładane co miesiąc 100zł dla dziecka. Stały przelew, bez potrzeby pamiętania. Bez zaprzątania sobie głowy. Rozwiązanie niezwykle proste, które po dwunastu miesiącach daje nam 1200zł samego kapitału, bez odsetek.
Kiedy Zuza pójdzie do szkoły, na koncie będzie 7200zł. Kiedy skończy 18 lat – blisko 22000zł. Bez odsetek i wszelkich okolicznościowych zasileń konta. To suma, która pozwoli opłacić część studiów, kupić dobry samochód czy zwiedzić kawał świata. Oczywiście jeśli w tak zwanym „międzyczasie” nie wydarzy się coś nieoczekiwanego np. w postaci choroby. Wtedy być może trzeba będzie skorzystać z odłożonych pieniędzy (w przypadku planu regularnego oszczędzania zapewne z niewiadomej kwotowo części naszych oszczędności).

Wydaje Wam się niemożliwe odkładanie pieniędzy przez tak długi czas? A nie uważacie, że kiedy jest cel i trzeba zabezpieczyć finansowo rodzinę, to wstępuje w człowieka spora siła, determinacja i motywacja do działania? Przyjście na świat dziecka to ogromna motywacja. Nawet dziadkowie potrafią się zmobilizować do regularnego oszczędzania pieniędzy dla wnuków. Wiem, co piszę – moi rodzice zadziałali według powyższego schematu wcześniej, niż powstał ten tekst.

Człowiek to silna bestia i kiedy musi – nie ma rzeczy niemożliwych 🙂 Powodzenia w oszczędzaniu!

P.S.: A Ty jakie masz sposoby na oszczędanie pieniędzy dla dzieci? Będę wdzięczny, jak podzielisz się z innymi w komentarzu.