Wycieczka na Ślężę [góry z dzieckiem]

Wycieczka na Ślężę [góry z dzieckiem]

Aktywna sobota czyli wędrowanie na Ślężę

Tak, sporo czasu minęło od ostatniego postu. Dostałem za to nawet po głowie od stałej czytelniczki, którą pozdrawiam 🙂 Chciałem, żeby te moje posty były publikowane chronologicznie do wydarzeń i rozwoju Zuzy, ale szybko życie pokazało, że będzie to nie lada wyzwanie. Dlatego dzisiaj piszę o naszym ostatnim doświadczeniu, jakim było wspólne wędrowanie po górach.



Od momentu urodzenia Zuzy powtarzałem, żeby szybko rosła, to pójdziemy w góry. Dla człowieka gór to niezwykle ważne. Z dwóch powodów: po pierwsze zarzuca pasję i musi odmawiać sobie wędrówek, póki dziecko nie jest gotowe. Po drugie – czuje silną chęć przekazania swojego zamiłowania do gór młodszemu pokoleniu. Czekałem, czekałem i się doczekałem. Teraz trochę faktów i to w telegraficznym skrócie, bo mam wrażenie, że te moje posty są strasznie długie.

Aby wyruszyć z dzieckiem w góry:
1. Musi ono stabilnie siedzieć. To warunek bezwzględny. Jeśli tak nie jest, zrobicie mu krzywdę.
2. Potrzebne jest nosidło.
3. Przydają się kijki trekkingowe.
4. Warto zabrać dobry humor. I masę innych rzeczy, jak to przy dziecku 🙂

Nasza Zuza siedzi stabilnie co najmniej od marca, więc mogliśmy ruszać. Nosidło pożyczyliśmy od koleżanki. Kijki były w domu. Co prawda, do Nordic Walking, ale zabrałem ze sobą. I przekonałem się, że są niezwykle pomocne. Dobry humor został spakowany.

Sobota rano, przelotnie kilkukrotnie padał deszcz. Mimo wszystko wskoczyliśmy do auta i ruszyliśmy do Sobótki, na Przełęcz Tąpadła. Znajomi pytali mnie, jak z kręgosłupem. Czy boli, czy ciężko się niesie. Zuzka waży ok. 9kg, ten ciężar czuć już na ramionach. Na podejściu musiałem ściągnąć polar, tak się zgrzałem. Przy schodzeniu nieco inaczej rozkłada się środek ciężkości – trzeba uważać, bo nosidło ciągnie w tył. Może to wina nosidła, a może po prostu tak jest. Więcej trzyma się na mięśniach, plecy potrafią boleć. Dlatego przydatne są kijki, które stabilizują niosącego. Z kijkami nie będziecie się tak chwiać na boki. Szybciej będzie się schodzić. Docenicie też ich wielką wagę na zejściach, kiedy kolana nie będą piszczeć z bólu. Użycie kijków to osobny temat, który pewnie niebawem poruszę.

A jak sama Zuza zniosła wycieczkę? Na przymiarce nosidła w domu płakała i wierciła się. Na wycieczce tylko pierwsza minuta w nosidle była dla niej mało ciekawa. Jak wskoczyła wysoko na moje plecy, mogła podziwiać wszystko dookoła i dostała jeszcze swój ulubiony kocyk – zaczął się zachwyt, uśmiechy i gaworzenie. Nawet burza, która zmusiła nas do odwrotu w połowie drogi, nie była nam straszna. Zresztą – zobaczcie sami 🙂

Góry z dzieckiem
– Mały wędrownik 🙂 

Na szlaku z dzieckiem
– W drodze na Ślężę

Nosidełko turystyczne
– Chwila dla paparazzi 🙂