Samochód dla rodziny z dzieckiem [PORADNIK, jaki kupić]

Zakup samochodu rodzinnego: mini-poradnik 

Tym razem będzie o tym, na co zwrócić uwagę przy wyborze auta dla rodziny z dzieckiem. Słowem wstępu chciałbym wyjaśnić, skąd wziął się pomysł na ten krótki poradnik. W sieci znajdziecie tysiące tekstów opatrzonych szyldami: jak samochód rodzinny wybrać, jakie jest najlepsze auto rodzinne, czy też jaki samochód dla rodziny kupić. Wiem, bo przebrnąłem przez większość z nich w ostatnim półroczu. Większość z nich jest też o przysłowiowej „dupie Maryni”. Dlatego postanowiłem napisać poradnik, oparty na zgromadzonych przez cztery miesiące danych technicznych, konsultacjach z mechanikiem i własnych przemyśleniach. Postaram się zatem zaoszczędzić wasz czas i podpowiedzieć wam, na co zwrócić uwagę kupując auto rodzinne.




Czy to konieczne?
Zacznijmy od tego prostego pytania 🙂 Jeśli spodziewacie się dziecka, to zapewne już zetknęliście się z tym tematem. Jeśli planujecie dziecko – niezależnie, czy jest to bliższa, czy dalsza przyszłość – nastawcie się na ten wydatek. W książce opisywanej tutaj przeczytałem, że przyjście na świat dziecka jest równoznaczne z zakupem nowego samochodu i nie da rady inaczej. Pomyślałem: „Eeee, tam. Damy radę starym autem”. Kolejne zdania w książce brzmiały mniej więcej tak:

„Jeśli wydaje Ci się, że dasz radę ze starym samochodem, to zapomnij. I nie dąsaj się z powodu szukania przeze mnie wad w Twoim wysłużonym bolidzie, tylko zacznij myśleć o dużym, rodzinnym samochodzie, bo będziesz cienko kwiczał, jak ujrzysz listę przedmiotów do spakowania w podróż z dzieckiem. Koniec szaleństw za kółkiem. Sportowe lansiarskie auto kupisz sobie, jak dziecko skończy osiemnaście lat”.

Tak, wiem, to prześmiewczy ton, ale wystarczy jedna próba spakowania wózka w całości. Choć bagażnik w Hyundai’u Accent nigdy nie był dla mnie mały, wózek ledwo zmieścił się… do środka! I to rozebrany na części. Od razu wyjaśniam mój punkt widzenia: jasne, można za każdym razem zdejmować gondolę ze stelaża i pakować wszystko osobno. Jeśli się zmieści – nawet osobno. W Daewoo Lanosie byłby z tym problem.
Oczywiście nie każdego stać na wyjęcie z kieszeni kilkudziesięciu tysięcy złotych na auto. Znam rodzinę, która na tygodniowe wakacje w góry pojechała pierwszą generacją Fiata Punto i niczego im nie brakowało.
Warto w tym miejscu odpowiedzieć sobie na pytanie na ile upychanie rzeczy będzie dla was wygodnym rozwiązaniem. Panowie pomyślcie również o waszych żonach, które same będą musiały wybierać się np. z chorym dzieckiem do lekarza. Podczas pakowania zaczyna się bieganina „bagażnik-tył-bagażnik-tył”. Na początku pojawiają się również pytania: to jak to było? Jak ten wózek się składało? Dziecko się niecierpliwi, mama się niecierpliwi, a można tego uniknąć. Wystarczy odpowiednio planować, wyprzedzać ruchy „przeciwnika” i przewidywać pewne sytuacje. Tego warto się nauczyć przed przyjściem dzieciątka na świat. Warto też, o ile są takie możliwości, sprawdzić pojemność waszego bagażnika w bezpośredniej konfrontacji z wózkiem, wanienką i jakąś dużą torbą.

Przestrzeń głównym wyznacznikiem
Ok, podjęliśmy próbę oszacowania pojemności naszego samochodu (wzrokowo lub z rzeczami) i okazuje się, że jednak kiszka. To się nie zmieściło, to nawet wejść nie chciało, tego i owego nawet byście nie próbowali upychać. Czas rozejrzeć się za czymś większym.
Jedni sugerują – kup jak największy samochód! Ja natomiast sugeruję dostosować wielkość samochodu do potrzeb. Na początku nastawiałem się na 7-osobowego minivana, bo mógłbym na raz wszystkich i wszystko spakować. Myślę tutaj o corocznym wspólnym wyjeździe z rodzicami na krótki urlop. Nas dwoje, troje rodziców, dzieciątko, a w planach chcielibyśmy jeszcze jedno. Razem 7 osób. A tak poza tym to miejsce zawsze się przyda. Tyle, że:
a) zwykle wyjeżdżamy tak raz do roku,
b) zanim pojawi się drugie dziecko, trzeba będzie zmienić auto (z uwagi na wiek),
c) może się okazać, że po zapakowaniu podróżujących i tak zabraknie miejsca na wszystkie rzeczy.
Trzeci rząd siedzeń nie bierze się znikąd. Zwykle powstaje on kosztem zmniejszenia bagażnika. Dla przykładu: pojemność bagażnika Opla Zafiry bez trzeciego rzędu siedzeń wynosi ok. 700 litrów. Wierzcie mi, to ogromna przestrzeń. Ale po zamontowaniu dodatkowych dwóch siedzeń robi się… zaledwie 150 litrów! Co tam zmieszczę? Dwie torby i butelkę wody? Reszta pod nogami pasażerów, a dziecku trzeba będzie od najmłodszych dni tłumaczyć, że nie ma innej rady, jak w mig nauczyć się chodzić, bo na wózek nie ma w aucie miejsca 🙂

Odrzuciliśmy zatem minivany, choć wcale ich nie negujemy. Jeśli ktoś blisko podjeżdża, podrzuca od czasu do czasu większą liczbę pasażerów, czy naprawdę potrzebuje dużej przestrzeni (np. dwójka dzieci, samochód w tygodniu do przewożenia rzeczy w pracy), to minivan jak najbardziej się sprawdzi. W naszym przypadku wozilibyśmy powietrze, dokładając na początku do całego interesu kilka tysięcy więcej, bo niestety minivany są droższe od pozostałych samochodów.

Podsumowując przestrzeń: sensownym rozwiązaniem będzie samochód z bagażnikiem w okolicach 500 litrów. Taką pojemność oferują rodzinne kombi lub niektóre minivany. Jeśli na tym chcecie się skupić, to tak zwany segment „B” zdecydowanie odpada, choć nie omieszkam niżej o nim wspomnieć 😉

Trzy słowa o miejskich samochodach
W przypadku aut miejskich możecie zapomnieć o swobodzie pakowania. Testowaliśmy Nissana Note. 280 litrów w bagażniku nie zachwyca tak samo, jak benzynowy silnik 1.2, który nie zapewnia komfortu wyprzedzania z dzieckiem na pokładzie. Opel Corsa z litrowym silnikiem zaoferuje Wam takie same właściwości jezdne i pakunkowe. Jedyne auto klasy miejskiej godne uwagi to Honda Jazz. Z wyglądu nie sprawia wrażenia obszernego, ale siadając za kółkiem lub otwierając klapę bagażnika można się zdziwić. Nieco ponad 400-litrowy bagażnik oferuje całkiem niezłe możliwości. Małe, zwinne auto, łatwe w parkowaniu i ekonomiczne (ok. 5,5 litra w mieście). Dodając fakt, że Jazz jest najmniej awaryjnym samochodem w swojej klasie – nic, tylko brać! Niestety wszystkie wyżej wymienione cechy wpływają na cenę. Za nowego Jazza z silnikiem 1,4 (100KM) trzeba zapłacić ok. 55.000 zł. Używanych na rynku (trzecia generacja) – jak na lekarstwo, a ceny oscylują w granicach 32.000 – 40.000 zł. Owszem, trafiają się ciekawe oferty, ale trzeba bardzo dokładnie sprawdzać na stacji diagnostycznej, a najlepiej pojechać do swojego mechanika na prześwietlenie. My poddaliśmy testom piękny model sprowadzony z Niemiec, zaledwie 59.000 km, perłowy lakier, szklany dach, szmery-bajery. Okazało się, że bok od strony pasażera był robiony i to z marnym wynikiem końcowym. Grubość lakieru w kilku miejscach wynosiła od 500 do 800 mikronów (podejrzeń nie wzbudzają wartości między 60 a mawet 200 mikronów). Jak zawyrokował nasz mechanik: do dwóch lat szpachla popęka i trzeba będzie całość poprawić. Wiadomo, co to za sobą pociąga 🙂

Bezpieczeństwo
W środowisku przyszłych rodziców kupujących samochód rodzinny, bezpieczeństwo bywa często podkreślane. I przez kupujących i przez sprzedających 🙂 Nie ma w tym podejściu nic złego, gdy zachowujemy racjonalny poziom. To trochę tak, jak z niektórymi rzeczami metkowanymi „dla dziecka”. Metka z założenia ma podnieść poziom ochrony. W przypadku samochodów jest dość znana prawidłowość: im większe auto, tym robi się bezpieczniej. Tak kochani, bo przy kolizji działające siły zupełnie inaczej rozkładają się w SUV-ie czy kombi, a inaczej w miejskim pomykaczu. To, co na przykład może być uderzeniem dokładnie w bok auta miejskiego, gdzie znajduje się wasze dziecko – w przypadku kombi będzie uderzeniem w bok, ale przestrzeni bagażnika.

Podsumowując bezpieczeństwo: Im większe auto, tym bezpieczniej, ale pamiętajmy również o dodatkowym wyposażeniu podnoszącym bezpieczeństwo: raczej sześć lub osiem airbagów, niż cztery ( 2 x czołowe, 2 x boczne przód, 2 x boczne tył, 2 x kurtyny powietrzne) oraz ABS z dodatkami (ASR, ESP, BAS).

Auta godne uwagi
Po określeniu naszych potrzeb i w porozumieniu z mechanikiem zdecydowaliśmy szukać rodzinnego kombi z silnikiem benzynowym, przeznaczonym pod montaż instalacji gazowej. Podpowiem jednak co nieco o silnikach diesla. Na następujące samochody – zdaniem naszym i znajomego mechanika – warto zwrócić uwagę:

a) Volkswagen Group – polecany silnik benzynowy to 1,6 (102KM). Łatwy montaż instalacji gazowej, która w przypadku silników doładowanych (TSI, TFSI, FSI) wciąż stanowi problem. Dodatkowo model 1,6 FSI jest niezwykle awaryjny, wystarczy poczytać forum 🙂 Polecany silnik diesla to sztandarowa jednostka 1,9tdi (105KM). Silniki 2.0tdi trzeba dobrze sprawdzić, bo nawet przy niewielkim przebiegu zdarzają się znaczące awarie. Lepiej unikać też modeli z filtrem cząstek stałych (DPF). Jeśli grupa Volkswagena wzbudza w was pozytywne emocje, niech wasze oczy kierują się w stronę:
– Audi A4,
– Seat Altea / Altea XL,
– Skoda Octavia,
– Volkswagen Golf,
– Volkswagen Passat,

b) Japońce – polecane silniki benzynowe to przynajmniej 1,8 (okolice 125KM). Jednostki 1,6 są za słabe w stosunku do masy, jaką muszą uciągnąć. Z diesli jest przyzwoicie już przy 1,6tdi (np. testowana Mazda 3 w posiadaniu szwagra), choć przyznam szczerze, że nie zgłębiałem mocniej tematu japońskich silników na ON. Na pewno w benzynie podczas pracy sugerowane są wyższe obroty. Skądś w końcu musiało wyniknąć powiedzenie: masz japońca – kręć do końca 😉 Jeśli pociąga was Japonia, to szukajcie:
– Hondy Civic (silnik 1,4 to ten sam, co w Jazz, ale pamiętajcie, że Civic jest cięższa!),
– Hondy Jazz (tylko silnik 1,4 / 100KM),
– Mazdy 6,
– Toyoty Avensis (konieczna konserwacja podwozia),
– Toyoty Corolli (konieczna konserwacja podwozia),
lub ostatecznie Toyoty Corolli Verso (bagażnik ok. 453 litry, ale składana w Turcji!)

c) Opel (Generals Motors) – przyzwoicie zachowują się silniki benzynowe 1,8 (125KM lub 140KM). Jednostka 1,6 w opinii kierowców jest za słaba, natomiast wersję najmocniejszą (2.2 / 150KM) mało osób gazuje. W dieslu zdecydowanie 1,7cdti (minimum 101KM) lub 1,9cdti.
Warto zatem przyjrzeć się:
– Oplowi Merivie (możliwości bagażnika trzeba zweryfikować – 360 litrów)
– Oplowi Zafirze.
Z koncernu GM pozostaje do rozważenia Chevrolet. W jednym z odcinków Zakupu Kontrolowanego na TVN Turbo prowadzący przedstawiali model Cruze kombi. Trzeba przyznać, że robi wrażenie. Na nowego być może bym się pokusił. Na używanego – sprawdziłbym wcześniej opinie.

Nasz wybór padł na…
W naszym przypadku zakup nowego samochodu wynikał z dwóch rzeczy: przyjście na świat dziecka oraz wiek poprzedniego auta, które miało już 13 lat. Żeby zapewnić sobie komfort psychiczny w kwestii sprawności i pakowności, zdecydowaliśmy się zakupić młodszy samochód. Założone przez nas kryteria były następujące:
– rocznik 2007 lub nowszy,
– salon Polska po jednym właścicielu lub sprowadzany z Niemiec,
– bezwypadkowy (choć wiadomo, jak jest na rynku),
– rozsądna cena, najlepiej do 30.000 zł, żeby mieć jeszcze zapas na ubezpieczenie i instalację gazową,
– silnik benzynowy z przeznaczeniem pod instalację gazową (z tego zrobiłem doktorat 🙂 ),
– przebieg do 120.000 km,
– moc minimum 100 KM,
– kombi,
– klimatyzacja,
– czujniki parkowania.

Po blisko sześciu miesiącach poszukiwań zakupiliśmy Volkswagena Golfa V Variant. Samochód posiada silnik benzynowy 1,6 (102KM) oraz instalację gazową Landi Renzo Omegas (butla w kole). Oprócz tego ma osiem poduch, klimę, a w ciągu sześciu lat użytkowania przejechał zaledwie 76.000km. Tym samym udało nam się zrealizować prawie wszystkie założenia. Brakuje tylko czujników parkowania, ale z tym można sobie poradzić. Można również samemu założyć, lecz warto nie oszczędzać na jakości i założyć czujniki Bosch Parkpilot (wykrywają słupki, czego większość czujników nie robi!).

I na koniec:
Przeczytałem kiedyś, że kupując samochód należy być podejrzliwym na każdym kroku. Polskie realia są niestety smutne – okazji nie ma. Sprzedawcy potrafią pięknie mówić, argumentować i widać, że czytają książki o marketingu! 🙂 Nie dajcie się mamić. Jeśli od początku coś wam nie pasuje w samochodzie – nie decydujcie się na zakup.
Nie dawajcie się ponieść emocjom, nie ulegajcie chwili. Wiem, co piszę, bo mam do tego skłonności, a dodatkowo po sześciu miesiącach szukania można być zmęczonym i mniej czujnym. Przychodzą nawet myśli, by kupić cokolwiek, żeby tylko mieć temat zamknięty. Otóż nie – trzymajcie się jak najbliżej wytycznych.
Jeśli nie znacie się kompletnie na samochodach – warto podjechać do zaufanego mechanika, by ocenił stan techniczny. Kompetentna osoba wie, gdzie szukać oznak dokonanych robót, poprawek i przekrętów.
Ostatnia zasłyszana mądrość: jedyną okazją dla was może być sytuacja, gdy sprzedający jest zmuszony nagłym przypadkiem losowym  do sprzedaży samochodu (śmierć współwłaściciela, spłata długów, pogorszenie się sytuacji życiowej). Czasem da się to wyczuć, dlatego nie bójcie się sprawdzać samochodów z małym przebiegiem. Można czasem trafić takiego rodzynka 🙂

– Cztery i pół metra radości 🙂 

– Bagażnik 505 litrów robi wrażenie! 

– Przestrzenne wnętrze zapewni komfort dziecku.

– Mnóstwo schowków i wszystko pod ręką. W drogę!
0

9 thoughts on “Samochód dla rodziny z dzieckiem [PORADNIK, jaki kupić]

  • Październik 31, 2013 at 9:46 am
    Permalink

    Z tego, co widziałem ostatnio wyniki testów i porównań kombiaków, to nowa Mazda 6 wydaje się być dość ciekawą propozycją wśród aut rodzinnych. Nie ma może najwięcej miejsca, ale z drugiej strony mało pali (chodzi mi przede wszystkim o silnik Skyactiv-D), więc pod względem oszczędności jest raczej sensownym modelem. Zobaczymy, jak będzie wyglądała kondycja tych nowych 6-tek za kilka lat, bo pierwsze wersje nowych modeli lubią być kapryśne.

    Reply
  • Październik 31, 2013 at 10:56 am
    Permalink

    Z tego, co widziałem ostatnio wyniki testów i porównań kombiaków, to nowa Mazda 6 wydaje się być dość ciekawą propozycją wśród aut rodzinnych. Nie ma może najwięcej miejsca, ale z drugiej strony mało pali (chodzi mi przede wszystkim o silnik Skyactiv-D), więc pod względem oszczędności jest raczej sensownym modelem. Zobaczymy, jak będzie wyglądała kondycja tych nowych 6-tek za kilka lat, bo pierwsze wersje nowych modeli lubią być kapryśne.

    Reply
  • Październik 31, 2013 at 11:35 am
    Permalink

    Nowa "szóstka" Mazdy wygląda świetnie, ale fakt – zobaczymy jak z tzw. chorobami wieku dziecięcego. Nie wiem natomiast, jak z pakownością. Pod tym względem chyba Octavia nie ma sobie równych.

    Reply
  • Luty 27, 2014 at 1:39 pm
    Permalink

    Polskie realia są może nie tyle co smutne co.. po prostu u nas nie wiele ma osób i sposobność wymieniać co chwila samochód, jak już ktoś oddaje (sprzedaje) to po prostu dlatego, że nie opłaca mu się już naprawiać, a niech martwi się o to następny właściciel ot i taka prawda

    Reply
    • Marzec 1, 2014 at 11:43 am
      Permalink

      Owszem, to często spotykana praktyka, ale na szczęscie nie jedyna i nie każdy ma tę mentalność 😉

      Reply
    • Marzec 2, 2014 at 10:59 am
      Permalink

      Oczywiście, że nie każdy, ale sam się ostatnio z takim podejściem spotykam :/

      Reply
    • Marzec 2, 2014 at 7:46 pm
      Permalink

      Nie zazdroszczę. Ja akurat trafiłem dobrze. Też można gdybać, czy nie był to przypadek.

      Reply
  • Sierpień 28, 2014 at 8:57 am
    Permalink

    U nas króluje Previa toyoty, bo jest bezpieczna, przestronna i sprawdza się w mieście, jak i w podrózach dalekich (zjeżdziliśmy pół Europy). Mega rodzinne autko.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *